Jan Sarkander cz-b (1)
Św. Jan Sarkander, kapłan, męczennik, patron dobrej spowiedzi (1576-1620)

Jan Sarkander urodził się 20 grudnia 1576 r. w Skoczowie. Jego matka Helena Górecka z Kornic pochodziła
z rozgałęzionego rycerskiego rodu, ojciec Grzegorz Maciej Sarkander był zamożnym mieszczaninem. Jan miał przyrodniego brata Mateusza Welczowskiego z pierwszego małżeństwa matki oraz własne rodzeństwo – braci Pawła, Wacława i Mikołaja oraz nieznaną z imienia siostrę. Ojciec zmarł, gdy Jan miał 12 lat. Wdowa wraz z dziećmi przeniosła się do najstarszego syna Mateusza na Morawy, do miasta Przybora. Tam Jan uczęszczał do szkoły parafialnej, a potem kontynuował naukę w kolegium jezuickim w Ołomuńcu.

Następnie na akademii w Ołomuńcu rozpoczął studia filozoficzne, by je kontynuować na uniwersytecie w Pradze. Uwieńczył uniwersytet stopniem doktora (1603). W latach 1604-1608 odbył studia teologiczne w Grazu, zakończone również stopniem doktora. W 1607 r. Jan Sarkander przyjął święcenia kapłańskie niższe, a w 1609 r. otrzymał prezbiterat. Miał wówczas 33 lata. Biskup przeznaczył młodego kapłana na wikariusza do Jaktaru, koło Opawy. Następnie powierzono mu podobne stanowisko w Uszczowie, gdzie został aresztowany pod zarzutem udzielania bratu, Mikołajowi, pomocy w jego ucieczce z więzienia. W więzieniu w Kromierzyżu spędził Jan 8 miesięcy. Po uwolnieniu z więzienia wędrował po różnych parafiach jako wikariusz, wreszcie w 1616 r. został mianowany proboszczem w Holeszowie, oddalonym 10 km od Ołomuńca. Osada należała do majątków wielkorządcy Moraw, Ladislava Popiela Lobkovica, który odebrał właśnie kościół parafialny husytom i jako katolik oddał go jezuitom. Ci zaproponowali na proboszcza Jana Sarkandra, który był już wtedy znany jako niezłomny obrońca wiary. Gorliwy proboszcz z pomocą nie mniej gorliwych jezuitów zabrał się do odzyskania utraconych owieczek. W ciągu jednego roku zdołał przywrócić Kościołowi katolickiemu 250 innowierców. To ściągnęło na Jana prześladowania ze strony husytów i protestantów. Doszło do tego, że urządzano na niego zamachy. W 1618 r. Czesi ogłosili przeciwko cesarzowi powstanie. Lebkovic został uwięziony w Brnie, jezuitów wypędzono. W ogólnym podnieceniu zaczęto napadać na katolików i zabierać im kościoły. Podobna fala ogarnęła Węgry. Właśnie w 1619 r. ponieśli śmierć męczeńską: bł. Melchior Grodziecki ze swoimi dwoma Towarzyszami. Radzono także Janowi Sarkandrowi – proboszczowi w Holeszowie, aby opuścił chwilowo parafię i przetrwał okres burzy. W tej sytuacji ks. Jan postanowił udać się jako pielgrzym do Częstochowy. Spędził tam miesiąc. Z Częstochowy poszedł do Rybnika, do śląskich majątków Lobkovica. Oczekując na wiadomości z Moraw, zasłynął jako wybitny kaznodzieja, wygłaszając homilie na rybnickim rynku. Jesienią 1619 r. wyruszył do Krakowa, gdzie zamieszkał u dominikanów, wygłaszając i tu płomienne kazania. Z Krakowa wrócił do Rybnika, gdzie czekał na niego list wypuszczonego już z więzienia Lobkovica, w którym domagał się powrotu proboszcza Sarkandra do Holeszowa, co nastąpiło pod koniec listopada 1619 r.

Wydarzenia wojenne były w pełnym toku, powstańcy i cesarz szukali pomocy wojskowej w innych państwach. Cesarzowi przyszli z pomocą kozacy dowodzeni przez Hieronima Kleczkowskiego – zwani Lisowczykami od swego pierwszego dowódcy Aleksandra Lisowskiego. Wedle dawnego wojennego zwyczaju po drodze palili, łupili i mordowali bez oglądania się na to, czy szło o ziemie tego, czy innego państwa. Na Morawach szczególnie pustoszyli majątki należące do wrogiego Sarkandrowi Wacława Bitowskiego, niedawno mianowanego przez rebeliantów najwyższym sędzią morawskim. Kiedy Lisowczycy zbliżali się do Holeszowa, ks. Sarkander zwołał nielicznych katolików z miasta i wyszedł naprzeciw wojsku z monstrancją w rękach. Gdy kozacy podjechali, zatrzymali się, pozsiadali z koni, pokłonili się przed Najświętszym Sakramentem, a kiedy ksiądz zaintonował Te Deum laudamus, dołączyli się do śpiewu, by po chwili ruszyć w dalszą drogę. Holeszów minęli, nie czyniąc żadnej szkody. To ocalenie miasta miało wkrótce posłużyć jako oskarżenie przeciw Sarkandrowi. Posądzono go bowiem o to, że podczas niedawnego pobytu w Polsce wezwał wojsko, a fakt, że Lisowczycy oszczędzili Holeszów, potwierdzał jeszcze to podejrzenie. Wkrótce potem samozwańczy sędzia Bitowski wezwał księży ziemi holeszowskiej do stawienia się przed nim w Brnie. Sarkander schronił się na zamku w Kowaczowie, należącym do żony Lobkovica. Zdradzony ukrywał się w grygoczowskim lesie w niedalekich Troubkach. Tam go wytropiono, pojmano i w kajdanach odprowadzono do Ołomuńca. Co działo się w ołomunieckim więzieniu wiemy dokładnie dzięki relacji miejskiego syndyka Jana Scyntylli, jedynego katolika między sędziami Sarkandra, którego siłą zmuszono, by uczestniczył w przesłuchaniu i torturach holeszowskiego proboszcza. Relacja spisana w języku niemieckim w 1621 r. na polecenie kardynała Dietrichsteina, jest jednym z głównych dowodów na to, że proces był nie tylko rozgrywką polityczną, lecz także, a może przede wszystkim, religijną. Trybunał sądowy tworzyło sześciu szlachciców morawskich na czele z nowym hetmanem krajowym Ladislavem Velenem z Żerotina, trzech członków rady miejskiej w Ołomuńcu i wymieniony sędzia Scyntylla.

Jan Sarkander był przesłuchiwany czterokrotnie, po raz pierwszy 13 lutego 1620 r. Wśród obelżywych słów usiłowano wymusić na proboszczu, aby wyjawił tajemnice Lobkovica, które musi znać jako jedyny zaufany doradca i spowiednik oraz przyznanie się do zdrady stanu i narodu przez sprowadzenie najeźdźców. Chciano w ten sposób ukuć powód do powszechnego prześladowania katolików. Drugie przesłuchanie odbyło się tego samego dnia wieczorem. Kiedy zaś kapłan nie chciał się przyznać do winy, której nie popełnił, zastosowano tortury (użycie skrzypca). Trzecie przesłuchanie odbyło się 17 lutego i kiedy i tym razem sędziowie nic nie osiągnęli pytaniami, męczyli go na skrzypcu prawie dwie godziny, znów bezskutecznie.

Następnego dnia rozpoczęło się czwarte i ostatnie przesłuchanie, podczas którego przywiązanemu do skrzypca Sarkandrowi przypalano boki, a także przykładano do piersi i ramion przesłuchiwanego zapalony plaster z pierza nasiąknięty smołą i siarką. Kiedy jednak i te tortury nie zdołały wymusić z Jana nic poza „Jezus, Maryja, Anna”, sędziowie uznali to za nieczyste czary i nakazali katowi rozebrać go do naga, obciąć mu paznokcie u rąk i nóg, ostrzyc część włosów z głowy, wąsów, spod pach i krocza, wszystko spalić na proszek, wymieszać z wodą i dać wypić męczonemu. Lecz nawet to trzygodzinne męczenie nie zdołało przywieść Jana do przyznania się, toteż umęczonego i popalonego, kazali odwiązać. Boki miał tak spalone, że między żebrami, szczególnie z prawej strony, widać było wnętrzności. Ze zwichniętymi członkami osunął się na ziemię. W przekonaniu, że lada moment wyzionie ducha, kaci pozostawili go, tam gdzie go torturowali. Kiedy jednak nie umierał, pachołkowie kata odnieśli go do więzienia, położyli na słomie i przykryli sutanną.

Ks. Jan Sarkander przeżył w strasznych mękach jeszcze miesiąc. Mimo przebytych tortur i nieustannego bólu, nie zapomniał o odmawianiu brewiarza. Rękoma wyrwanymi ze stawów nie potrafił jednak odwracać kartek modlitewnika. Chętnie wyręczali go współwięźniowie, a gdy ich nie było, posługiwał się własnym językiem. Kiedy współwięźniowie Jana, kartuzi ze Szpiny k. Źlina, przypominali mu, że ze względu na śmiertelną chorobę i okrutne boleści jest zwolniony z tych obowiązków, odpowiadał im w duchu psalmu, że swemu Panu chce śpiewać chwałę nieustannie, że kiedy Go wołał, On go wysłuchał i uwolnił od wszelkich utrapień. Zmarł zaopatrzony sakramentami we wtorek 17 marca 1620 r.

Ówczesne źródła podają, że umęczone ciało ks. Jana w więzieniu wydawało nieznośny zapach, zaś po jego zgonie cela więzienna napełniła się przyjemną wonią, spalone i udręczone ciało zabliźniło się i przybrało naturalny różowy kolor. Najwcześniejszym dowodem czci był pogrzeb, do którego został przybrany w szaty kościelne koloru czerwonego, jak męczennik. Uroczystość przygotowana na 20 marca została przez samozwańcze władze zakazana i dopiero za zgodą hetmana krajowego ciało ks. Jana pochowano w całkowitej ciszy i wcześnie rano 24 marca 1620 r. w kościele Wniebowzięcia Panny Maryi przed ołtarzem św. Barbary w kaplicy św. Wawrzyńca.

Kult Sarkandra szerzył się w świecie. Grób Męczennika odwiedzili m.in.: król polski Jan III Sobieski, cesarz Karol VI i Franciszek I oraz cesarzowa Maria Teresa. Po zburzeniu kościoła NMP relikwie przeniesiono do kościoła św. Michała Archanioła. Papież Pius IX zaliczył Jana Sarkandra w poczet błogosławionych w 1859 r., a papież Jan Paweł II dnia 21 maja 1995 r. kanonizował go w Ołomuńcu. Dzień później, 22 maja 1995 r., Ojciec Święty odprawił na wzgórzu Kaplicówka w Skoczowie mszę św. dziękczynną za kanonizcję św. Jana Sarkandra.

Św. Jan Sarkander jest męczennikiem za wiarę, poprzez zachowanie tajemnicy spowiedzi wzmocnił stan kapłański i dał mu przykład, mamy w nim orędownika w naszych trudnościach i przeciwieństwach.

tekst opracowano na podstawie:

H. Szotek, D. Hartlova, D. Kochman, Skoczów – Ołomuniec. Dziedzictwo historyczno-kulturowe św. Jan Sarkandra, Gmina Skoczów.
ks. Wincenty Zaleski sdb, Święci na każdy dzień, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa.